2020 powodów, żeby zakończyć ten rok

Moje coroczne podsumowania zwykle wyglądały tak, że analizowałam każdy miesiąc mijającego roku. Tym razem będzie jednak inaczej. 2020 rok był niezwykle dziwny, zaskakujący, dla niektórych lepszy, ale dla większości znacznie gorszy. A tym samym dzisiejsze podsumowanie również będzie inne i zaskakujące (przynajmniej takie jest założenie).

Dzień dobry, nazywam się koronawirus i trochę tu zabaluję

Choćbym nie wiem, jak bardzo się starała, to nie da się w podsumowaniu 2020 roku nie wspomnieć o pandemii koronawirusa, który zawładnął całym naszym dotychczasowym życiem. Znaczy tak, mogłabym o nim nie wspominać i po prostu tego nie pisać, ale raz się żyje. Na początek wspomnę jeszcze, że zupełnie nie wiem, kiedy minął ten rok. Pamiętam, jakby to było wczoraj, kiedy jakoś w styczniu Grzesiu pokazywał mi informację o nowym wirusie wykrytym w Wuhan. Myślałam sobie, co z tego? To gdzieś daleko, wszystko spoko. Kiedy w marcu zamknęli uczelnie, studia pole dance i w ogóle – zamknęli życie, to też myślałam jeszcze, że jest okej, to wszystko niedługo się skończy.

Po dwóch tygodniach wiedziałam, że to się nie skończy, a życie większości z nas zostało podporządkowane codziennym statystykom i (o ile dobrze pamiętam) cotygodniowym konferencjom premiera. Od kwietnia żyłam nadzieją, że pozwolą mi chociaż wrócić na uczelnię i choć trochę poluzują obostrzenia. Jak było – każdy z nas wie. W wakacje cud, nie ma wirusa, a potem druga fala, upsi, no kto by się spodziewał. Tym sposobem docieramy do końca roku 2020, a tym samym – drugiej, znacznie groźniejszej fali pandemii.

Jak pandemia nas zmieniła?

Możemy zacząć egoistycznie od naszego pole dance’owego podwórka. W marcu jeszcze studia miały nadzieję, że to nie potrwa długo, ale z tygodnia na tydzień trzeba było zacząć sobie radzić inaczej. Takim sposobem zapanowała era zajęć online. Większość studiów proponowała swoim klientom zajęcia on-line, a grono osób ze szczęściem z tego korzystało. Sama często wracam myślami do moich on-line’owych zajęć z Iwonką i aż mi się łezka w oku kręci! Był to zdecydowanie pierwszy okres moich tak intensywnych treningów.

Panująca i nie odpuszczająca pandemia zmusiła nas także do szerszego myślenia o pole dance, stąd powstały dwa posty, które wskazywały co robić bez rury i jak się na nią odpowiednio ubrać. W tym czasie było też bardzo smutno i właśnie wtedy powstały chociażby posty o tęsknocie i rurkowej żałobie. Tyle słowem wstępu i przypomnienia naszych pandemicznych rozmyślań.

Patrząc trochę szerzej…

W czasie pandemii w mojej głowie narodziło się naprawdę wiele przemyśleń, nie związanych tylko i wyłącznie z pole dance. Dużo mówi się o pozytywnym aspekcie całej tej nowej sytuacji, a mianowicie o tym, że zaczęliśmy doceniać czas spędzany z bliskimi. Otworzyliśmy się na innych ludzi, zaczęliśmy sobie bezinteresownie pomagać. I ja się z tym jak najbardziej zgadzam. Każda moneta ma jednak dwie strony, a w tym wypadku drugą jest samotność, desperacja, agresja czy strach. Odizolowanie, na które zostaliśmy zesłani pozostawi w niektórych trwałe blizny. Nie każdy może czuć się w swoim domu bezpiecznie. To był także długi czas samotności, z którą nie każdy potrafi sobie poradzić. Jest już lepiej. Mimo tak dużej liczby zachorowań zaczęliśmy godzić się z sytuacją i nawiązujemy więcej kontaktów międzyludzkich. Jednak nie zapominajcie, że zawsze możecie poprosić o pomoc i ją otrzymać. Pamiętajcie, że warto ze sobą rozmawiać i reagować.

Czas zmian i ważnych decyzji

2020 rok był również czasem zmian, które miały miejsce nie tylko w nas samych, ale także w naszym kraju. Najpierw wybory, które mogły wiele zmienić, ale jak widać to jeszcze nie tym razem. Znaczące osobiście dla mnie były październikowe wydarzenia, które na pewno każda z nas doskonale pamięta, niezależnie od tego, po której stronie się wypowiada. Nie chciałabym jakoś bardzo wplatać tutaj swoich osobistych przekonań, ale tym razem na chwilkę można. Strajk Kobiet jest wydarzeniem według mnie przełomowym i niezwykle znaczącym. Wybór powinien być podstawowym prawem, dlatego całym serduszkiem jestem z kobietami.

Jak już wspomniałam był to czas, w którym zachodziły zmiany w nas samych. Każdy miał czas – czy tego chciał czy nie – na przemyślenia. Przeanalizowaliśmy swoje życie, wybory, ludzi, którzy nas otaczają i wyciągnęliśmy odpowiednie wnioski.

Wracając na rurkę…

Jakby nie było, jest to blog o pole dance, dlatego po tej części bardziej ogólnej wróćmy do tego, co nas najbardziej interesuje. 2020 rok był ciężki dla naszej dyscypliny (tak, jak i wielu innych, żeby nie było, że myślimy tylko o sobie). Zaczynając od właścicieli szkół pole dance, którzy zmuszeni byli z dnia na dzień zamknąć, czasami swoje jedynie źródło dochodu. Nawet nie jestem w stanie sobie wyobrazić takiej sytuacji, dlatego cieszę się, że tak wiele z nich przetrwało. Mimo największych chęci, niektórzy sobie nie poradzili, a każde kolejne studio wyprzedające sprzęt było jak cios w nasze pole dance’owe serduszko. Jak już wspomniałam studia radziły sobie na różne sposoby, a to właśnie zajęcia on-line były najpopularniejszym z nich. Niektóre szkoły organizowały nawet zbiórki, żeby przetrwać ten trudny czas.

Instruktorzy w tym czasie poświęcili wiele godzin na przygotowywanie treningów i zapewnienie nam – kursantom, jak najlepszego ich odbioru. I tak sprawnie przechodzimy właśnie do nas, czyli każdej osoby, która swoim wsparciem pomogła im przetrwać. Bacznie przyglądałam się temu, co się działo i jestem pełna podziwu dla kursantów, którzy tak chętnie dokładali swoją cegiełkę do przetrwania. Chociażby uczestnictwo w zajęciach on-line było wielką pomocą. Wiele z nas pomagało czysto finansowo, ale nie tylko. Liczy się każda pomoc, nawet taka, która opiera się jedynie na udostępnieniu czy poleceniu studia znajomym.

Czy to czas na przerwę?

Największym problemem, z którym borykała się znacząca większość z nas to brak własnej rurki w domu. O tym, jaką wybrać teraz (tak na wszelki wypadek) możecie przeczytać tutaj. Brak rurki w domu zmusił nas do całkowitej rezygnacji z treningów (a przynajmniej tych rurkowych). Przerwa była długa, zdecydowanie za długa i dla wielu osób znacząca. Powrót do treningów zawsze jest ciężki, a taki po 2 czy 3 miesiącach, a czasem i dłuższej przerwie jest jeszcze trudniejszy. Niektórzy szybko wrócili do regularnych treningów i przed pandemicznej formy, a niektórzy do tej pory borykają się z problemem kryzysu. Na niektórych czas przerwy wpłynął pobudzająco i z chęcią wrócili na rurkę, zaliczając szybki progres.

Jaki dla mnie był 2020 rok?

Dla mnie rok 2020 był równie dziwny i inny. Siedząc ostatnio i rozmyślając nad mijającym czasem, uświadomiłam sobie, że ten rok nie przyniósł wiele przełomowych, dobrych dla mnie rzeczy. Minął o dziwo bardzo szybko, choć początkowo spodziewałam się, że to będzie trwało bez końca. Ostatecznie nadal nie mogę sobie uświadomić, że mamy już 2021 rok.

Dla mnie i rurki był to na pewno czas przełomowy, ponieważ po regularnych i częstych treningach pandemicznych, nawet trochę polubiłam wzmacnianie, a zakochałam się w strechingu. W październiku wróciłam do Lublina, a tym samym do Sparrow Sport Club i naprawdę – nigdy tak często i ciężko nie trenowałam. Jest to rok, w którym prawie usiadłam w szpagacie, powiększyłam swoje zakresy i na nowo zakochałam się w rurce. Poszłam (w końcu!) na swoje pierwsze zajęcia exotic i naprawdę polubiłam się z tym stylem. W tym roku zrobiłam także swój pierwszy tatuaż, choć nigdy bym się po sobie tego nie spodziewała. Mój blog skończył w grudniu 5 lat i mam nadzieję jeszcze długo nie kończyć tej przygody!

A na koniec trochę prywaty…

W 2020 roku doceniłam jeszcze bardziej ludzi, którzy są ze mną w trudnych i dobrych momentach. Moją wspaniałą rodzinę, która wspiera mnie, w każdej sytuacji. Mojego Grzesia, z którym od 6 lat idę przez życie i jest nam razem po prostu cudownie. Moich przyjaciół, choć zdecydowanie nie mam ich wiele, ale za to jakich! Oraz oczywiście, moją trenerkę Iwonkę, bo jeszcze nigdy na swojej drodze nie spotkałam tak wspierającej osoby, która czasem wierzy we mnie bardziej niż ja sama. Dziękuję wszystkim za ten dziwny, choć dobry rok.

Czy ostatecznie było aż tak źle?

Zdecydowanie nie wymieniłam tutaj 2020 powodów, aby zakończyć ten rok, dlatego mam nadzieję, że na to nie liczyliście. Ten rok mimo swoich wielu, naprawdę wielu wad nie był najgorszy. Przyniósł wiele zmian, ale również tych dobrych. Z tych dobrych to na koniec, niecodziennie polecę Wam książkę Sally Rooney “Normalni ludzie”. Jest to zdecydowanie moje odkrycie tego roku, w którym się szaleńczo zakochałam i polecam każdemu. A na podstawie książki powstał rewelacyjny serial, który w pełni oddaje emocje panujące w powieści. A dla tych, co grają, to w tym roku wreszcie wyszedł Cyberpunk 2077, o którym na pewno słyszeliście. Ja kupiłam Grzesiowi i mimo, że ten tytuł został mocno skrytykowany, to Grzesiu mówi, że fajne i poleca zagrać.

Nasuwa się jedno pytanie. Czy może być gorzej? Mam nadzieję, że nie będzie. Mam nadzieję, że rok 2021 będzie dla nas wszystkich łaskawszy i przyniesie przede wszystkim wiele radości i sukcesów. Głównie oczywiście tych rurkowych 🙂

Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku! Bądźcie zdrowi, szczęśliwi i rurkujcie bez końca!

Podobał Ci się ten tekst? Zostaw komentarz!