previous arrow
next arrow
Slider

Rurka w domu – plusy i minusy

Ze względu na moją przeprowadzkę do Lublina straciłam dostęp do mojej ukochanej rurki w domu. Ja z miłą chęcią wzięłabym ją ze sobą, w podróży otuliłabym kocykiem i pilnowała, żeby nic jej się nie stało. Jednak moja mama miała co do tego pomysłu pewne “ale”. Mieszkanie wynajmowane, a jak coś się stanie, to co? No właśnie. Tu mnie zagięła i dyskusja się zakończyła. Rury ze sobą nie wzięłam, ale pomyślałam sobie, że super, jak będę wracać to będzie na miejscu. Hola, hola – tu wkracza moja 4 – letnia siostrzenica i oznajmia, że w moim pokoju zrobi sobie swój pokój z Elsą (wiecie, tak księżniczka z Krainy Lodu, mam tę moc i te sprawy). No i tę bitwę także przegrałam. Elsa wygrała z rurą i podczas ostatniej wizyty dostałam poważne zadanie – rozmontować rurę.

Jednak kto by to pamiętał, jak to się robi? Rurę kupiłam używaną, dlatego niestety instrukcji nie było. W wielkim Internecie także nic nie znalazłam, jedynie filmik, jak taką rurę złożyć. Na tej podstawie postanowiłam ją rozłożyć. Na początku to mówiłam “spoko loko, ja tu dam radę”, a ostatecznie zrobiłam najmniej. Na początek trzeba było odkręcić śrubkę przy górnym talerzu, ale mój wzrost i niebywała siły nie dały rady.Zaangażowałam chłopaka siostry i nawet poszło. Potem trzeba było odkręcić od siebie poszczególne części. I tu już zrobiły się schody. Kamil mówi “trzymasz?”, to ja pewna siebie mówię “JASNE” i zamiast odkręcić od siebie dwie części, to ja zakręciłam się wokół rury. Zaangażowałam siostrę. W końcu nie po to chodzi codziennie na siłownie, żeby stać i patrzeć. Udało się. Na końcu trochę nie poszło i odkręcenie od siebie dwóch najdłuższych części zupełnie nie szło. Pomagałam wspierając ich psychicznie, ale było to za mało. Wpadłam na pomysł, że przecież jak siądę na tej rurze, to na pewno się nie ruszy i dadzą radę to odkręcić. I się udało. Wiedziałam, że moja masa wygra z rurą. Rozłożyłam rurkę na czynniki pierwsze, spakowałam i… koniec. Aktualnie czeka na nadejście swojego czasu.

Kiedy wpadnie nam do głowy taki pomysł, że rurka w domu, to generalnie ekstra sprawa, a uwierzcie, że taki pomysł na pewno wpadnie, to już jesteśmy w stanie wydać wszystkie nasze pieniądze i dawaj mie pan tę rurę. Wtedy trzeba powiedzieć STOP! Czy to na pewno taki dobry pomysł?

PLUSY: 

  • możliwość trenowania o każdej porze dnia i nocy – niezaprzeczalny fakt. Z założenia po to kupujemy rurę, żeby móc na niej ćwiczyć, kiedy chcemy, więc nie jest to za bardzo odkrywcze. Pole dance niesamowicie wciąga, ciągle chcesz więcej i więcej, dlatego możliwość posiadania własnej rurki jest jeszcze bardziej kusząca. Daje to też możliwość trenowania tego, czego nauczyłaś się na zajęciach. Z doświadczenia wiem, że na jednych zajęciach figura wychodzi idealnie, a za tydzień nawet nie wiesz jak wejść na rurę. Daje to też możliwość trenowania nowych trików, jednak musimy pamiętać o własnym bezpieczeństwie. Nie jesteśmy pod okiem trenera i nikt nas nie uratuje. Jeśli mowa o bezpieczeństwie, to pamiętajcie o materacu – może zajmuje dużo miejsca, ale wielokrotnie ratuje życie.
  • rurka idealna – kolejnym plusem jest to, że możesz mieć na wyciągnięcie ręki rurę po prostu idealną dla Ciebie, dokładnie taką, jaką chcesz. Zaczynając od koloru, na jej właściwościach kończąc. Chcesz różową rurę malowaną proszkowo? Proszę bardzo! A może chromowaną? Też jest. Ma być statyczna, obrotowa, a może statyczno – obrotowa? Pełen wybór. I najważniejsze – rozporowa czy montowana na stałe? I jeszcze firma. Tutaj też wiele do wyboru. Możliwość posiadania rury w domu, daje przede wszystkim możliwość stworzenia takiej, jakiej potrzebujesz i na jakiej czujesz się najlepiej. I caaaała może być wysmarowana magnezją! Nikt Ci przecież nie zabroni.

Myślę, że nikt nie podważa tego, że rurka w domu, to super sprawa. Wymyślanie plusów tej sytuacji jest bezsensowne. Dwa najważniejsze zostały napisane – możesz ćwiczyć kiedy chcesz i na czym chcesz.

MINUSY:

Dzisiaj bardziej chciałabym skupić się na tej części, ze względu an doświadczenie, jakie zdobyłam z rurką w domu i refleksje, jakie nadchodzą po jej demontażu.

  • możliwość zniszczenia sufitu i podłogi – u mnie, na szczęście, nic takiego się nie stało. Jedyne ślady, jakie pozostały, to lekkie odbicie gumy na suficie i różnica w kolorze. Tam, gdzie był talerz sufit ma troszkę jaśniejszy kolor. Mi to nie przeszkadza, jednak nie zmienia to faktu, że należałoby wtedy malować od nowa pewnie cały pokój. Tak, jak wspomniałam – u mnie nic się nie stało. Jednak nie możemy zapomnieć, że pomimo zapewnień producenta, że nic się nie stanie, to coś może się stać. I nie jest to w żadnym wypadku wina produktu. Montujemy rury do różnych powierzchni i to one mogą różnie zareagować. Oczywiście mowa tu o rurach rozporowych. Rury montowane na stałe na pewno pozostawią trwały ślad – dziurę w suficie.
  • niebezpieczeństwo – wiele razy dostawałam pytania, czy taka rura rozporowa na pewno jest bezpieczna. W internecie możemy znaleźć wiele “śmiesznych” filmików, kiedy dziewczyny po prostu upadają na ziemię razem z rurą. Kiedy zamontowałam rurę, przetestował ją mój chłopak – skakał, wisiał, potrząsał. Nic się nie ruszało. Oczywiście przyjęłam, że jestem bezpieczna i jak najbardziej byłam. Nic mi się nie stało podczas tych dwóch lat pełnego użytkowania. Jednak z tyłu głowy zawsze siedziała ta myśl, żeby za bardzo nie szaleć. Raczej nie przyjmujemy opcji, że coś się wydarzy, ale zawsze należy mieć to na uwadze. Koniec końców, chłopak mojej siostry skoczył sobie na rurę i się przesunęła. Górny talerz przesunął się o kilka centymetrów, ale rurka stała. Tylko krzywo. Na szczęście nic nikomu się nie stało, jednak pokazuje to, że może coś się wydarzyć.
  • brak miejsca – marzeniem każdej z nas jest na pewno takie “mini studio” w domu. Rurka, lustra i mnóstwo miejsca do ćwiczeń i tańca. Jednak wielokrotnie musimy zderzyć się z rzeczywistością i zauważamy, że mamy tylko nasz mały pokój i mnóstwo rzeczy dookoła. Decydując się na rurkę w domu, na pewno musimy wziąć pod uwagę dostępne miejsce. Nie pamiętam dokładnych wymiarów, jakie powinny być zachowane, jednak firmy produkujące rurki na pewno Wam z tym pomogą. Musimy wziąć pod uwagę, że trudno będzie też wydzielić tyle miejsca. W moim pokoju było hipotetycznie wystarczająco miejsca, a i tak zawsze się bałam, że w coś uderzę. Jeszcze w stopę to pół biedy, ale w główkę trochę gorzej.
  • brak czasu – niby po to kupujemy rurkę do domu, żeby ćwiczyć kiedy chcemy i kiedy mamy czas. Ostatecznie okazuje się, że tego czasu może nam zabraknąć. W moim przypadku wakacje były czasem, kiedy mogłam ciągle ćwiczyć i wtedy rurka w domu była niesamowicie pomocna. Dla mnie była też niezwykle pomocna po dwóch operacjach. W domu mogłam na spokojnie ćwiczyć nawet proste wchodzenie na rurę przez kilka godzin. Kupujemy, żeby oszczędzić czas, a czasem i tak go brakuje.
  • niebezpieczeństwo vol. 2 – wspomniałam o niebezpieczeństwie związanym z przymocowaniem rurki, jednak musimy pamiętać, że trenując bez opieki instruktora możemy narazić się na niebezpieczeństwo. Nawet z naszej ulubionej i wypracowanej figury możemy spaść. Niekiedy nawet materac nie pomoże. Bardzo podziwiam osoby, które pole dance uczyły się same z filmików instruktażowych. Uważam, że wykazują się niemałą odwagą. Kiedy jesteś na zajęciach w studiu to wiesz, że instruktor czuwa nad Twoim bezpieczeństwem, a w domu jesteś niestety zdana na siebie. Oczywiście nie namawiam do zrezygnowania z rurki w domu, ponieważ takie treningi uczą nas też zaufania do siebie samego. A to też pomocne jest nie tylko na rurce.

Owszem, minusów jest w tym poście więcej niż plusów, więc można by wnioskować, że odradzam Wam zakup rurki do domu. Otóż – absolutnie nie odradzam. Uważam, że możliwość posiadania rurki w domu jest super sprawą i na pewno taka sytuacja ma więcej plusów niż minusów. Musimy jednak zdawać sobie sprawę, że takie minusy istnieją i decydując się na zakup rurki bierzemy na siebie pewną odpowiedzialność. Trochę brzmi to opieka nad zwierzakiem albo dzieckiem, ale w takiej sytuacji bierzemy odpowiedzialność na czyjeś życie, a w przypadku rurki? Bierzemy pełną odpowiedzialność za siebie i nasze otoczenie.

Na koniec jeszcze kilka słów o samej mojej rurce, której używałam przez dwa lata. Kupiłam rurkę używaną, marki M – pole, tytanową, rozporową. Od początku – nie żałuję, że wybrałam rurę używaną, ponieważ budżet nie pozwalał na zakup nowej, a ta używana nie nosiła na sobie żadnych śladów. Marka – wielokrotnie dostawałam pytania czy polecam tę rurkę. Opinie na temat rurek tej firmy są różne i ja jestem ogólnie zadowolona. Nie jest to najwyższa jakość, ale ma to swoje przełożenie na niższą cenę. Kiedy w moim studiu zostały zamontowane dwie tytanowe rurki z SunPole to poczułam różnicę w przyczepności. Dodatkowo rurka po pewnym czasie zaczęła “strzykać” w formie obrotowej i nie mam pojęcia z czego to się wzięło. Jednak nie przeszkadzało to w ogólnym użytkowaniu. Materiał – zastanawiałam się nad tytanową albo malowaną proszkowo. Przeczytałam, że tytanowe mają lepszą przyczepność, co według mnie jest prawdą, ponieważ zdecydowanie lepiej trzymałam się w studiu na rurze tytanowej niż malowanej proszkowo. Jednak na mojej tytanowej przyczepność była gorsza niż malowana proszkowo z SunPole. U mnie nie wchodziła w grę inna opcja niż rurka rozporowa, dlatego jestem zadowolona z wyboru. Jednak gdybym miała możliwość to postawiłabym na piękne “mini studio” w domu!

Jeżeli zastanawiasz się nad zakupem rurki do domu, to zdecydowanie popieram ten pomysł. Dokonaj dobrego wyboru i szalej! Zakochuj się w pole dance każdego dnia coraz bardziej i odkrywaj, jak wiele możesz osiągnąć. Nie poddawajcie się. Walczcie o swoje marzenia 🙂

To ja, kiedy rurka przyjechała ⬆️

Tak pięknie rozmontowałyśmy rurę z moją księżniczką ⬆️❤

Miłego długiego weekendu, Moi Drodzy ❤

Podobał Ci się ten tekst? Zostaw komentarz!