PODRÓŻE NA RURZE – Kielce

Podróże na rurze nie mogły ominąć mojego rodzinnego miasta. Korzystając z mojego ostatniego treningu w Kielcach postanowiłam zrobić pierwszy post z tego miasta. Na początek wizyta w Spin Up – Pole Dance & Fitness. To właśnie do tego studia chodziłam na regularne zajęcia, dlatego to właśnie od niego postanowiłam zacząć.

Na początek kilka faktów:
Spin-Up
Pole Dance & Fitness
ul. Pocieszka 17
25-519 Kielce

Studio mieści się w pawilonach na przeciwko budynku Politechniki Świętokrzyskiej. Oprócz rurki możemy tam znaleźć takie zajęcia jak koła czy bungee fitness. Nie potrafię być w 100% obiektywna w tym przypadku, ponieważ większość dziewczyn znam już kilka lat i przyjacielska atmosfera jest rzeczą całkowicie normalną. Przekonałam się natomiast, jak to jest w grupie kursantek. Po operacji trafiłam do zupełnie nowej grupy, w sumie moje grupy często się zmieniały, jednak jak do tej pory nie spotkałam się z żadną niemiłą sytuacją ze strony kursantek. Wydaje mi się to całkiem normalne w naszej pole dance’owej społeczności, dlatego nie będę tu gwarantować wspaniałych osób w każdej grupie do jakiej traficie. Czas przejść do treningu. Rozgrzewka trwała około 20 minut. Podczas niej rozgrzałyśmy całe ciało, trochę przysiadów i brzuszków też było. Akurat te zajęcia odbywały się na rurce obrotowej, dlatego po rozgrzewce odkręciłyśmy rury i trochę polatałyśmy. Swoje zajęcia odbyłam z Marysią. Robiłyśmy spiny, które dla mnie były właściwie powtórką z rozrywki, ale dla niektórych dziewczyn były to rzeczy zupełnie nowe, dlatego miałam szansę na podpatrzenie Marysi podczas jej normalnych zajęć. Rurek jest sporo, dziewczyn też było sporo, jednak Marysia zapewniła każdemu komfort ćwiczeń i bezpieczeństwo. Przy nowych figurach dziewczyny nie wykonywały ich same, tylko z trenerką. Co ważne, każde ćwiczenie wykonywałyśmy na obie strony. Ogólnie nie byłam z tego powodu wniebowzięta, ale mój zdrowy rozsądek podpowiadał, że tak trzeba. Co więcej, Marysia stosuje indywidualne podejście do każdej kursantki. Mogę być tego żywym przykładem, bo wielokrotnie na zajęciach bywało tak, że po operacji nie mogę wykonywać danej figury i Marysia od razu dawała mi coś innego. Czasami były to indywidualne zajęcia w grupie. Nie czułam się w żaden sposób odtrącona czy pominięta. Nie czekałam, aż inni skończą tylko dalej rozwijałam swoje umiejętności. Marysia każdą figurę pokazuje szybko, następnie tłumaczy i pokazuje, a na koniec jeszcze raz pokazuje i jeszcze raz… I w sumie ile razy trzeba. Każda kursantka jest inna, dlatego każda traktowana jest indywidualnie. Na koniec zajęć przyszedł czas na wzmocnienie. Kilka odwróconych V-ek, ale z pomocą mięśni brzucha, a nie podskoków. Mi się udało, bo ze względu na operację V-ki są wykluczone, więc na koniec miałam chwilkę wolnego.

Podsumowując. Marysia jest równocześnie właścicielką studia, dlatego widać, jak wiele pracy w to wkłada. Każde zajęcia są tak samo intensywne, a bezpieczeństwo jest na pierwszym miejscu. Spin Up mogłabym określić jako bezpieczeństwo, przyjacielska atmosfera, profesjonalizm i indywidualne podejście do kursanta. To studio na zawsze pozostanie w moim serduszku, ponieważ wśród tych dziewczyn stawiałam swoje pierwsze kroki na rurce. Zaraz. Trochę dziwnie to brzmi. Ale wiadomo o co chodzi. Chociaż studio przeszło kilka zmian nazw i adresu, to widzę tam te same dziewczyny i przypominają mi się piękne początki, kiedy wszystko było takie proste, a ja byłam młoda i zgrabna. Było, minęło, więc czas pójść dalej.

A piękne stroje na każdych moich zajęciach w Spin – Up zapewniła mi firma Control – Workout Wear, która wydała teraz nową kolekcję, a jest ona tak piękna, że mam ochotę kupić dosłownie wszystko. Czy ktoś da mi pieniądze?! Pole dance’owe ciuszki z tej firmy to przede wszystkim gwarancja dobrej jakości. Materiały są z najwyższej półki, a kolekcje po prostu niewyobrażalnie piękne. Kobiety kochają zakupy, a kobiety, które tańczą pole dance kochają kupować stroje do pole dance. Zapraszam Was na http://www.wearcontrol.pl/

KIELCE – moje rodzinne miasto

Znowu czas na kilka faktów:
– stolica województwa świętokrzyskiego,
– położone w Górach Świętokrzyskich.

CO TRZEBA ZOBACZYĆ W KIELCACH?

  • RYNEK – może nie tak ładny, jak we Wrocławiu, ale rynek w każdym mieście jest warty odwiedzenia. Osobiście bardziej podobał mi się nasz stary rynek, gdzie było dużo zieleni i fontanna, ale obecnie też nie jest najgorzej. Przy Rynku można znaleźć wiele restauracji, barów i klubów, dlatego na weekendzie jest tam trochę życia. Niedawno dowiedziałam się nawet, że gdzieś na Rynku znajduje się Muzeum Narodowe w Kielcach i nigdy w życiu tam nie byłam. A może warto? Będąc na rynku można zejść na ul. Piotrkowską i odwiedzić pizzerię Kilo Mąki – pyszna pizza, zaczynali od małego lokalu, który miał niewyobrażalny klimat, za którym tęsknię, a teraz mają dużą restaurację. Jedzonko pyszne!


    Pizzeria Kilo Mąki
  • ul. HENRYKA SIENKIEWICZA – “główna”ulica Kielc, tutaj można znaleźć sporo restauracji czy sklepów. Obecnie nie tętni już takim życiem jak kiedyś, ale przy niej jest umiejscowiony, np. Teatr im. Stefana Żeromskiego. Wszystko jest ze sobą zgrabnie połączone, dlatego rozpoczynając wycieczkę od Rynku możemy dojść do “Sienkiewki”, a stamtąd w górę do pomnika “QUO VADIS” Henryka Sienkiewicza i Kieleckiego Centrum Kultury, a w dół do dworca PKP. Gdzieś po środku znajduje się również Plac Artystów, a tam Plac Cafe, czyli cudowna restauracjo – kawiarnia, gdzie w lecie można poczuć się jak w Sopocie. Razem z Karolą pokochałyśmy to miejsce i obecnie jest to nasz kielecki Sopot. Naprawdę polecam! Stamtąd można przejść do Parku im. Stanisława Staszica, a tam jest bardzo miło i przyjemnie. Możemy popatrzeć na Pałac Biskupów Krakowskich, który w nocy jest bardzo ładnie oświetlony, potem przejść dookoła niestety bardzo zanieczyszczonego stawu, gdzie można spotkać łabędzie i kaczuszki. Stamtąd łatwo zauważyć “Muszlę”, czyli scenę ustawioną w parku, gdzie odbywało się kiedyś wiele festynów, obecnie też czasem coś się dzieje, np. czasem można pooglądać, jak razem z moją siostrzenicą śpiewamy i tańczymy do piosenek z Krainy Lodu – i to jest prawdziwa sztuka! Następnie możemy iść dalej w głąb parku, aż dojdziemy do ptaszarni. Uliczki w parku zwłaszcza na jesieni są bardzo urokliwe, przynajmniej dla mnie.
             
    ul. Sienkiewicza

    Kieleckie Centrum Kultury
            
    Pałac Biskupów Krakowskich

    Plac Cafe na Placu Artystów

    Z tą Księżniczką dajemy koncerty na Muszli!
  • REZERWAT PRZYRODY “KADZIELNIA”
    Kadzielnia to bardzo ładne miejsce, można tam wiele zobaczyć, dużo przyrody, duża scena, gdzie organizowane są najróżniejsze koncerty. Jest to miejsce, gdzie można przyjść i odpocząć. Wsłuchać się po prostu w ciszę. Bardzo ładne widoczki gwarantuje podczas zimy, kiedy na skałach wiszą sople lodu. Dodatkową atrakcją są jaskinie, które można zwiedzać.
         
    (tam za nami są ładne sople lodu)

Na dzisiaj to wszystko. Takie te moje Kielce nawet ładne. Niby zawsze się na nie narzeka, ale w głębi serduszka mają swój urok, którego nic nie zastąpi. Polecam i zachęcam, może Wam się spodoba 🙂

Następne PODRÓŻE NA RURZE już wkrótce, a z Kielc też coś jeszcze będzie 🙂

 

Podobał Ci się ten tekst? Zostaw komentarz!