#kołcznarurce o tym, jak żyć i nie zwariować?

Ile to już razy stawałaś przed lustrem i nie byłaś zadowolona z tego, co widzisz? Ile razy wmawiałaś sobie, że do niczego się nie nadajesz, bo to czy tamto Ci nie wyszło? Ile razy porównywałaś się do innych? Odpowiedź: zbyt wiele. Żyjemy w czasach, kiedy z każdej strony zalewają nas zdjęcia pięknych i wysportowanych kobiet. Żyjemy w świecie, który niestety wpycha nas w kompleksy, ciągłe porównania do innych, poradniki typu: “jak być tak perfekcyjną panią domu JAK Małgorzata Rozenek”, powodują, że zaczynamy patrzeć na siebie surowiej. Dzisiejszy wpis nie dotyczy jedynie pole dance, a każdej chwili naszego życia. Jak żyć i po prostu nie zwariować?

Musicie to usłyszeć, odkryłam coś niesamowitego! Otóż, okazuje się, że większość kobiet na świecie wygląda NORMALNIE. Dokładnie tak samo, jak Ty czy ja. Okazuje się, że bardzo mało jest kobiet wyglądających jak aniołki Victoria’s Secret. Wiem, że to szok, ale musicie to jakoś przyjąć do wiadomości. Niby każda z nas to wie, a i tak nie potrafi siebie zaakceptować. O co więc chodzi? Na każdym kroku oglądasz tylko kobiety o pięknej figurze. Zastanawiałaś się kiedyś dlaczego? No dobra – zdarzają się wyjątki i musimy przyznać, że pojawia się coraz więcej zdjęć i kampanii pokazujących prawdziwe kobiety. Jednak ciągle jest tego za mało. Ciągle królują wysportowane ciała pięknych kobiet. Nie można powiedzieć, że jest to złe. Sławne osoby, trenerzy, raczej nie wstawiają swoich zdjęć po to, żeby pokazać: “haha, ja jestem taka super, a wy nie i nigdy nie będziecie”. Raczej mają na celu mobilizację i pokazanie, co można osiągnąć przy odrobinie wysiłku. I jest to jak najbardziej prawidłowe, zwłaszcza, kiedy są to osoby bardzo sławne, jak Anna Lewandowska. Problem polega na tym, że te piękne kobiety rzadko kiedy mówią o tym, że nie zawsze było tak łatwo, że one też miały pod górkę, że wcale nie trzeba być idealnym, że wszystko jest zależne od naszych indywidualnych predyspozycji. A Ty cały czas oglądasz kolejne piękne zdjęcia i jak nadal Ci nie wychodzi, to wpędzasz się w jeden, wielki kompleks. Jest to w 100% normalne, że chcesz wyglądać i przede wszystkim – czuć się – dobrze. Regularne ćwiczenia i dieta są przepustką do zdrowia. Jednak kluczowe jest postawienie sobie jednego pytania – czy za wszelką cenę musisz tak wyglądać? Pewnie u każdej z Was w głowie rodzi się teraz inna odpowiedź i nie ma tu jednej prawidłowej. Jeżeli jesteś na tyle zdeterminowana i masz na tyle czasu i chęci, żeby zrezygnować ze swojego dotychczasowego życia na rzecz lepszego wyglądu… to życzę Ci powodzenia i podziwiam. Szczerze? Ja nie jestem na tyle zdeterminowana, bo chyba po porostu nie jest to cel nr 1 w moim życiu. Jasne, kiedy oglądam filmy i zdjęcia naszych polskich pole dancerek, takich jak Berenika Nienadowska, Kasia Kwaśniewicz, Kasia Bigos… (lista jest bardzo długa), to chciałabym już teraz wyglądać jak one i mieć takie umiejętności. Jednak uświadomiłam sobie jedną, ważną rzecz – to wszystko jest jak najbardziej możliwe, ale wymagałoby ode mnie naprawdę radykalnej zmiany dotychczasowego życia. A póki co, jestem osobą, która w piątkowy wieczór (w sumie każdy wieczór) wybierze pizzę i piwo z chłopakiem, a nie pudełkową dietę i trening. Jestem też kobietą, a nam jest trudno dogodzić, więc potem idę na mój trening pole dance i widząc moje szczupłe koleżanki żałuję tej piątkowej pizzy. Wydaje mi się wtedy, że tylko ja nie wyglądam perfekcyjnie, mam cellulit, całą czerwoną twarz i nic mi nie wychodzi. Wtedy też tworzę w głowie wielkie plany, jak zmienię swoje życie. Wychodzę z treningu, a przed studiem czeka na mnie chłopak z zestawem z McDonald’s i wiecie co? O niczym innym wtedy bardziej nie marzę, jak tylko zjeść to wszystko. Wyrzuty sumienia nie dopadają mnie, aż do następnego treningu. Czy czuję się z tego dumna? No nie bardzo. Chciałabym pokazywać Wam super umiejętności, wysportowaną sylwetkę i piękną twarz po treningu. Ale nie przewiduję tego w przeciągu kilku następnych lat. Albo chociaż chciałabym móc powiedzieć Wam, że czuję się super taka, jaka jestem, ale tego też nie mogę Wam powiedzieć. Co więc mogę? Mogę Wam powiedzieć, że uczę się jak żyć i nie zwariować. Uczę się, że życie jest zbyt krótkie na ciągłe kompleksy i odmawianie sobie przyjemności. Staram się zrozumieć, że po prostu nie muszę być najlepsza. Wiem już, że muszę być po prostu sobą. I tak – lubię zjeść pizzę (czasem nawet za dużo) i popić wszystko piwem, lubię nawet to, że w pole dance nie zawsze wszystko mi się udaje, bo wtedy wiem, że nie jestem jakaś super ekstra, uczę się pokory, jestem zupełnie zwyczajna, nie mam super ciała, mam za to cellulit i rozstępy pewnie też, a po treningu wyglądam jak burak, który potrzebuje tlenu. Jednak dzięki temu więcej w moim życiu odczuwam szczęścia, niż zmartwień.
Ciągle słyszysz także, że musisz być “JAK”, milion tysięcy poradników co zrobić, żeby być “JAK”, być tak perfekcyjną panią domu JAK Małgorzata Rozenek. A cały sekret tkwi w tym, że nie możesz być jak ona. Nie jesteś ani Małgorzatą Rozenek ani Anną Lewandowską, dlatego nie możesz robić wszystkiego, żeby być jak one. Musisz za to robić wszystko, żeby dobrze czuć się sama ze sobą. Myślisz, że dlaczego powstało tyle rodzajów diet i treningów? Dlatego, że każda z nas jest inna i to, co pomogło Ani Lewandowskiej wcale nie musi pomóc Tobie. Każda z nas powinna odkryć metodą prób i błędów, co jest dla niej odpowiednie i tego się trzymać.

Czas odpowiedzieć na najważniejsze pytanie: jak żyć i nie zwariować?

Każda z nas jest inna, od wyglądu po charakter, dlatego dla jednych z nas wystarczy jak ktoś powie: “no po prostu się tym nie przejmuj” i po sprawie, więcej nie będą zawracały sobie tym głowy, a inne będą wszystko przeżywały trzy razy bardziej. Cały sekret tkwi w tym, że musisz na chwilę się zatrzymać i posłuchać samej siebie. Co mówi prawdziwa Ty? Czy chce przejść na dietę i zacząć ćwiczyć, a może chce po prostu siebie zaakceptować i dochodzić do zmian małymi kroczkami? Musisz zacząć słuchać siebie, bo to Ty jesteś tutaj najważniejsza. Życie strasznie pędzi i każdy dzień gdzieś nam umyka, zawsze brakuje na coś czasu. Nie ma czasu na zastanawianie się, co jest dla mnie najlepsze, bo skoro pomogło Kasi, Basi czy Marysi to mi też pomoże, muszę zacząć żyć jak one. Dochodzisz do momentu, kiedy zapominasz, co kiedyś sprawiało Ci przyjemność. To jest już ostateczny znak STOP, coś poszło nie tak. Nie tak uzyskuje się szczęście. Prawdziwe szczęście uzyskasz wtedy, jak zaczniesz słuchać samej siebie i robić coś dla siebie, nie dla innych.
Doszliśmy do momentu, kiedy ludzie zdecydowanie wolą proste treści – filmy i zdjęcia, najlepiej jak ktoś pokazuje super figurę albo układ, jest piękny i wysportowany. Kiedy założyłam tego bloga, to byłam pełna obaw i byłam też pewna, że to długo nie przetrwa. Ktoś mnie wyśmieje, nikt nie będzie tego czytał i wszystko szybko się skończy, a ja do końca życia będę odczuwała wstyd. Mój chłopak długo przekonywał mnie, że to naprawdę może się udać. I co? I właśnie mija nasz drugi wspólny rok (w sensie mój i wasz). Bardzo często odczuwam, że ludzie byliby bardziej zadowoleni, gdybym wyglądała jak gwiazda o nieprzeciętnych umiejętnościach. Ale niestety. Tak nie jest i jak widać moje zdrowie nie daje za wygraną i zamiast pomagać mi robić postępy to cofa mnie o kilka poziomów. Ludzie wolą ładne zdjęcia i krótkie teksty, bo tak jest prościej. A ja? Ja piszę długie teksty z małą ilością zdjęć. Piszę już dwa lata, a moje posty nadal nie osiągają tysiąca wyświetleń i nie mam tysiąca fanów, nie jestem sławna. Mogę się jedynie domyślać, czy gdybym lepiej wyglądała, to czy moje posty byłyby chętniej czytane? Nie wiem. Ale szczerze, wolę te kilkaset osób, które czyta i kilka, które regularnie komentują posty i piszą do mnie na stronie na Facebook’u. Wolę to, niż tysiąc komentarzy pod zdjęciem, że mam fajną dupę. W tą drugą rocznicę, mogę Wam jedynie podziękować, że cały czas przy mnie jesteście, chociaż pewnie większość z Was posiada o niebo większe umiejętności ode mnie. Jestem po prostu jedną z Was.

Mam nadzieję, że prezenty pod choinkę są już kupione i każda pole dancerka znajdzie tam to, o czym marzy. Być może znajdziecie piękny strój od Control – Workout Wear? Ta firma to nie tylko wspaniała jakość, ale przede wszystkim wspaniali ludzie. Dziewczyna, która tworzy to wszystko z miłości do pole dance, do każdej z nas, bez względu na rozmiar. Tworzy cudowne rzeczy, indywidualnie podchodzi do każdej klientki, bo też jest jedna z Nas. Uwierzyła też we mnie, dlatego jej szczególnie dziękuję w tą drugą rocznicę bloga 🙂 I życzę samych dobroci i jeszcze więcej pomysłów na nowe stroje!

A na Święta, życzę Wam dużo jedzenia i mało zmartwień. Bo wszystkie jesteśmy najlepsze, bez względu na wygląd czy umiejętności. A Święta to czas, kiedy należy rozmawiać, śmiać się i jeść, koniecznie musisz jeść. Wesołych Świąt Kochani 🙂

DSC_0999

Podobał Ci się ten tekst? Zostaw komentarz!